W czasach, kiedy najlepsi lotnicy osiągają ponad 250 metrów,
krajowe rekordy w skokach narciarskich zostały niewiarygodnie wręcz
wyśrubowane. Aż osiemnaście państw może pochwalić się wynikiem przekraczającym
magiczną granicę 200 metrów. Niewiele brakuje takim krajom jak Białoruś,
Kazachstan czy nawet Holandia. Na drugim biegunie znajduje się Nowa Zelandia,
która może „poszczycić się” najkrótszym rekordem ze wszystkich oficjalnie
zarejestrowanych. Choć wynik nie robi wrażenia, to z jego autora Briana McMillana
rodacy mogą być dumni.
Krótki lot po rekord, długi po zwycięstwo
Spośród 48 krajów, w których ktoś odważył się skakać na
nartach, Nowa Zelandia ma zdecydowanie najgorszy krajowy rekord. W 1937 roku na
Górze Cooke’a zorganizowano pokazowy konkurs zdominowany przez skoczków z USA,
którzy zajęli wszystkie trzy miejsca na podium. Triumfował Richard Durrance z
wynikiem 28 metrów. Bohaterem miejscowych kibiców został jednak Brian McMillan
sklasyfikowany na czwartej pozycji. Jego wynik 18,5 metra został uznany za
krajowy rekord, który jak się okazało, przetrwał do dziś. Specjalnością
McMillana było narciarstwo alpejskie, rok przed debiutem na skoczni został
nawet mistrzem swojego kraju. Jego przyszłością było jednak latanie.
Nie chodzi jednak o loty narciarskie, bo swoją sportową
karierę Nowozelandczyk musiał przerwać z powodu wstąpienia do wojska. Sytuacja
na świecie stawała się coraz bardziej napięta. Już w 1938 roku McMillan,
członek RAF-u, został przeniesiony do Indii Brytyjskich. Kilka lat później, na
skutek ataku Japończyków, brał udział w utworzeniu mostu powietrznego w celu
ewakuacji Birmy Brytyjskiej. To był jednak dopiero początek.
W 1943 roku został mianowany dowódcą Dywizjonu 582, a
następnie Dywizjonu 227, które brały udział w bombardowaniach największych
miast III Rzeszy, w tym Berlina, Duisburga i Stuttgartu. Najbardziej zasłużył
się jednak podczas bombardowania Kolonii, gdzie mimo ostrego ostrzału długo
unikał trafienia, dowodząc swoimi ludźmi, wykazując się wielką odwagą i
determinacją, za co został wielokrotnie odznaczony.
Tajemnicze zaginięcie
Po zakończeniu II Wojny Światowej wrócił do Nowej Zelandii
jako bohater. Był już nie tylko utalentowanym sportowcem, ale też szanowanym
weteranem wojennym, a miał dopiero 33 lata. Nie wrócił już do skoków, ale
pozostał przy lataniu. Wraz z innymi byłymi żołnierzami otworzył linię lotniczą
i zatrudnił się w niej jako pilot.
Niestety w tej historii nie ma szczęśliwego zakończenia.
McMillan był na pokładzie samolotu, który zaginął w niewyjaśnionych
okolicznościach w Trójkącie Bermudzkim podczas lotu na Azory. Miał wtedy zaledwie
35 lat. Śladów maszyny ani pilotów nigdy nie odnaleziono. Zostało po nim wiele
wspomnień i niecodzienny rekord w skokach narciarskich, który przetrwał już 82
lata.
Komentarze
Prześlij komentarz